metoda haldane’a

Park Street

Zakładam koszulę, garnitur, okulary. Wcześniej biorę prysznic żeby nikogo do siebie nie zrazić. Pije kawe w duzym kubku, ktory zostal po Tobie. Pale papierosa i czekam na taksowke. Poprawiam koszulę i krawat, jakby moglo to cokolwiek zmienic.

1.

Bawilismy sie w dom a cala energia uciekala z porannym wzwodem przezywanym w samotnosci. Spalismy nago, czulem jej zapach na poscieli. Wtedy chcialem zerwac caly asfalt z angielskich ulic, spalic laki irlandii i wybic okna we wszystkich szkockich sklepach. Oczy piekly mnie od rozpuszczalnika a nadgarstki byly pociete gruba blacha. Nie moglas patrzec na oparzenie na reku. Zrozumialem i chcialem uciekac.

Rano wrzucili mi przez dziure w drzwiach gruby katalog ikei. Na zdjeciach pokazywali dziesiatki mebli, ktorym nadali skandynawskie imiona. Biurko Gustav. Lozko Vika Annefors.

Wtedy zaczeli mnie zmieniac i podchodzic.

Zachcialem pracy czystej, ktora nie zostawia blizn po rozpuszczalnikach na galkach ocznych i nie otwiera skory. Ktora nie psuje relacji z otoczeniem. Chcialem zaczac od biurka i swiezego lozka, w ktorym w milczeniu przezywalbym wszystkie chujowe dni w biurze. Gdzie nikt sie nie wita i nie zegna. Wyszedlem w czwartek o pietnastej.

Hitchin Road

Wysiadam z taksowki. Tak to widze. W biurach dookola dochodzi do aktow seksualnych. Perwersyjni analitycy molestuja szczuple recepcjonistki i obliczaja dewiacje i odchylenia standardowe. Sumowanie w excelu daje niezmiennie ten sam wynik, na widok ktorego menadzerowie wykonawczy usmiechaja sie i zaczynaja mocniej pocic. Wlasciciele firm wracaja z Brukseli. Ide w gore Hitchin Road. Ide do biznesparku.

2.

W tym miescie wszystko jest uwarunkowane lotniskiem. Mozesz mieszkac blisko lub daleko od lotniska. Mozesz jechac w strone lotniska albo sie od niego oddalac. Innej drogi nie ma. To lotnisko obroslo w miasto, w tubylcow i emigrantow ktorzy wysysaja z niego pieniadze w zamian za ich czas.

Za ostatnie pieniadze chcialem kupic biurko. Nie mialem mapy. Zaczalem isc tam, gdzie widac bylo startujace samoloty. Od Bedford Road zaczalem palic papierosy i widziec kobiety z brzuchami duzymi. Cieszace sie na mysl o pieniadzach, ktore dostana od urzednikow i swoich facetow. Wiem, ze dalej bedzie jeszcze gorzej, dlatego przyspieszam.

Tlumy na ulicach, tlumy w barach z kurczakami cicho modla sie o slonce, bo w tym kraju codziennie pada deszcz nieustannie zwiekszajac liczbe samobojstw w smutnych miastach. Przez centrum ide w strone terminalu.

Po drodze staram się przypomniec sobie, czy widzialem gdzies magazyn ikei. Zalezy mi na biurku, zalezy mi na lozku. Im dluzej mysle tym bardziej chce. Miec jedno obok drugiego, postawic ladna lampke i patrzec na nia przez przymruzone oczy. Spotykam Pawla, ktory podobno musial uciekac z Polski. Opowiada mi o fabrykach miesa, w ktorych pracowal. Po raz siodmy chwali sie, ze pierwszy znalazl sprzataczke, ktorej maszyna urwala glowe. Mowi, ze wygladala jakby sie modlila. Licheń i różańce, zielone świątki i taca. Nie osunela sie na podloge, prosto w wode w ktorej plywaly kawalki brytyjskiej wolowiny. Nie miala nawet szyji. W rewanzu opowiadam mu o samobojstwie, ktore widzialem tydzien wczesniej. O skoku z pietrowego parkingu prosto na studzienke kanalizacyjna i o plynach, ktore sie uwolnily splywajac po betonie. Kiwa tylko glowa. Zpytalem go, gdzie tutaj jest ikea. Nie chce powiedziec. Dal mi numer pod ktorym podobno ktos daje prace. Ide dalej.

667 Plaza

Wykresy na plaszczyznach odwzorowuja ich sukcesy i sa odwrotnie proporcjonalne do intensywnosci ich zycia seksualnego. Po zmroku analizy statystyczne traca na wartosci i sa zalewane goracymi plynami ustrojowymi. Ustawiaja sie w szeregu rozdzielczym badajac swoja czestosc i wartosci cech. Warunkuja tym swoja przydatnosc. Inaczej tego nie widza. Na parkingach maja swoje samochody. Siedza w biurach przy 667 Plaza. Ide do budynku 210.

3.

Zadzwonilem do Ani. Mowi w tym samym jezyku co ja, wiec rozumiemy sie calkiem dobrze. Staram sie nie myslec o tym, ze nie jest blondynka i prawdopodobnie nigdy nie wysle nikomu swojego zdjecia w bieliznie. Usmiecham sie kiedy wtedy, bo to oznacza, ze nic mnie nie zaskoczy. Ja tez zapytalem o ikee. Odpowiada, ze jest taka samotna i chce kogos pod kocem. Pytam jeszcze raz o magazyn ikei. Mowi, ze chcialaby sie ze mna przespac. Ze nie chce rzniecia ani seksu, tylko sie z kims kochac, przynajmniej dzisiaj wieczorem.

– Jebana ikea, rozumiesz co do ciebie mowie? – pytam juz calkiem powaznie, bo samoloty laduja coraz blizej.

–        …dobrze ustami a potem na tobie usiasc – odpowiada.

Nie mam sily dalej pytac. Patrze na samoloty kilka ulic dalej i slucham jak opowiada mi o lizaniu i przytulaniu po wszystkim.

Rozlaczam sie i zastanawiam, czy byloby warto i czy cos mogloby to zmienic. Chowam telefon i ide dalej. Mijam miejsca w ktorych sie pracuje. Czuje gorace silniki odlatujacych samolotow i chcialbym byc inzynierem. Staje przed terminalem i wiem, ze jezeli niedaleko terminala nie ma ikei, to nie ma jej w calym miescie. Przypominam sobie droge i nie pamietam zadnego magazynu. Nie pamietam napisu IKEA, ktory moglby zalac mnie zolcia i spokojem. Jestem zmeczony. Bola mnie nogi. Chce wsiasc do samolotu i wrocic do kraju. Tutaj mieszkam daleko od lotniska. To prawie tak, jakbym nie mieszkal wcale. Chce zapytac o bilet. Mam pieniadze, popatrzcie. Powaznie, chce leciec do domu, bo oczy pieka mnie juz zbyt mocno a miesnie sa zbyt napiete. Pozwolcie mi wyleciec, bo stopy kurewsko mnie bola i nie moge stac bez butow. Nie mam pojecia dlaczego. Naprawde, mam pieniadze. Chce bilet. Nie, nie jestem chory, to tylko oparzenie, paskudne oparzenie srodkiem chemicznym. Pozwolcie mi wejsc na  poklad.

Dzwoni telefon. Andy mowi, ze maja prace w biurze. Na dwa tygodnie. Ubierz sie odpowiednio kolego, bo to juz nie jest praca w magazynie. Dostaniesz komputer i bedziesz wysylal mejle. Mowie, ze bede. Jutro tam pojade. Rozlaczyl sie.

Dostaje esemesa od Ani. Pisze, ze ostatnio miala ochote zaczac lizac moje ucho.

Wsiadam do autobusu.

Budynek 210

Wszedlem glownym wejsciem w godzinach pracy biur, kiedy rozgrzewali swoje narzady rodne i komputery.

Przykladam gloka do ucha Kevina i czuje jak cale napiecie wychodzi przez gwintowana lufe i zalewa jego mozg. Wiem, ze przestal myslec o farmakoekonomice i analizach. Ze nie mysli teraz o pierdoleniu i robieniu loda. Zaczynam krecic krzeslem, na ktorym siedzi. Chce, zeby przed smiercia to wszystko wyrzygal. Chce, zeby wszyscy to zrobili.

Strzelam i jest mi juz wszystko jedno, bo nie jestem w stanie nic zmienic.

Reklamy
This entry was published on Czerwiec 17, 2009 at 1:03 am and is filed under Uncategorized. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

One thought on “metoda haldane’a

  1. martsy on said:

    wyrzucę Ci kilka zbędnych słów, zdań ( ok?) i kurwa zrób z tym coś bo to jest bardzo dobre
    zastanowiłam się nad „bardzo”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: