Picker 03

Dzień żółwia, niedziela na emigracji. Słoneczna, wietrzna, leniwa, nudna. W kraju, gdzie znalezienie pracy to kwestia dwóch dni, w kraju socjalnym, gdzie zapomogi dostaje niemal każdy i na wszystko, gdzie zarabiając najniższą stawkę krajową można pozwolić sobie na mieszkanie i samochód, w tym kraju niedziela jest najgorsza. Bo już majaczą poniedziałkowe fabryki i magazyny, pikerzy liczą już lokacje i w myślach skanują, chłopcy z outboundu juz się rozgrzewają do rozładunku, niedzielnym popołudniem. I wcześniej kończą wydawać swoje funty, payslipy chowają do kopert i kładą się spać. Wyspać się muszą, rano wziąć prysznic, założyć hajwiza i czekać na kolejny payslip. Ich domy są małe i stare, podłogi mają przegniłe. Dwa krany przy umywalce, które tylko wkurwiają i małe pokoje pomalowane olejną. Ale chłopakom jest dobrze, zarabiają w mocnej walucie, po trzech latach przyzwyczają się do brytyjskich standardów. O kontraktach myślą, nieruchomościach z agencji, kartach kredytowych. A wakacje na Ibizie kosztują trzysta funów, taki tygodniowy payslip czyli. I wszyscy podróżują.
Ich kobiety przyjechały tutaj za nimi, najczęściej pracują w dużym magazynie, pickują bez nadgodzin, spokojnym tempem, bo ich miśki i tak mają zajebiste payslipy i zabierają je do drogich butików. Albo do klubów. W klubach też jest fajnie, jest multikulturowo. Polscy chłopcy z inboundu są silni, piją kolorowe alkohole albo wódkę z lodem. Czasami biją. Nie jednoczą się, nie nadają temu formalnego biegu, ale najchętniej biją ciapaków. Ciapaków ubranych w emporio armani, bo w to najczęściej się ubierają. Ich ojcowie jeżdżą taksówkami albo prowadzą małe sklepy z polską żywnością i papierosami. Ojcowie chłopaków z industry siedzą w Polsce. Może dlatego chłopcy lubią bić pakoli, nie wiem. Z reguły biją ich sami albo we dwójkę, ze swoim flatmatem. I nie jednoczą się, wtedy inni chłopcy przechodzą obok spokojnie, nie ingerują, nie pomagają, cicho aprobują ale nie napierdalają. Bo tak się tutaj nie robi.

Budzę sie. Pierwsza myśl, to nie mam czym obciąć paznokci, paznokcie wrosną mi w palce i bedzie mnie bardzo bolało. Tak, jak bolą mnie ręce i nogi. Wstaję, jestem słaby, czuję to przez ugięcie kolan, potem muszę przytrzymać się półki, jedynej półki w moim małym pokoju. Potykam się o ubrania, ubrania leżą wszędzie, nie mieszczą sie na półce. Łazienka na górze, dwa krany, golę się w zimnej wodzie. Dzwoni telefon, hey, you all right, good, Andy mówi, że robota ustawiona, w poniedziałek można iść, zarobić trochę na pickingu. Mowi to protekcjonalnym tonem, pojutrze rano zadzwoni i zapyta, czy dotarłem, czy na powrotny mam. Będę miał. Cheers mate. Ale nie dzisiaj, dzisiaj jest sobota, sobota przed dniem żółwia, czyli industrial cleaning. Lakiernie w niedzielę muszą błyszczeć, muszą być odświeżone. Zjadam angielskie śniadanie z mikrofalówki, biorę plecak, chcę wyjść do miasta, do biblioteki przynajmniej zdążyć zanim pójdę na paint shop. Telefon, dzwoni ona, że wczoraj zgubiła kolczyk, czy nie moge jakoś załatwic tej sprawy. Pomyłka, nie znam tutaj żadnej, czerwona słuchawka, zielony autobus na szczycie Hollow Way. Znam już trasę do centrum chociaż autobusami jeżdżę od niedawna, nie mogłem sobie na to pozwolić. Oxford Road, przechodzi w Cowley Road, potem The Plain, wysiadam na High Street. Skręcam papierosa, zapalam, idę na Cornmarket Street. Ładny Oksford.

Reklamy
This entry was published on Luty 24, 2008 at 10:26 pm and is filed under Uncategorized. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: