Piker

Dzień żółwia, niedziela na emigracji. Słoneczna, wietrzna, leniwa, nudna. W kraju, gdzie znalezienie pracy to kwestia dwóch dni, w kraju socjalnym, gdzie zapomogi dostaje niemal każdy i na wszystko, gdzie zarabiając najniższą stawkę krajową można pozwolić sobie na mieszkanie i samochód, w tym kraju niedziela jest najgorsza. Bo już majaczą poniedziałkowe fabryki i magazyny, pikerzy liczą już lokacje i w myślach skanują, chłopcy z outboundu juz się rozgrzewają do rozładunku, niedzielnym popołudniem. I wcześniej kończą wydawać swoje funty, payslipy chowają do kopert i kładą się spać. Wyspać się muszą, rano wziąć prysznic, założyć hajwiza i czekać na kolejny payslip. Ich domy są małe i stare, podłogi mają przegniłe. Dwa krany przy umywalce, które tylko wkurwiają i małe pokoje pomalowane olejną. Ale chłopakom jest dobrze, zarabiają w mocnej walucie, po trzech latach przyzwyczają się do brytyjskich standardów. O kontraktach myślą, nieruchomościach z agencji, kartach kredytowych. A wakacje na Ibizie kosztują trzysta funów, taki tygodniowy payslip czyli. I wszyscy podróżują. …

moze cos z tego zrobie. nuda, niedziela, carlsberg z puszki. a jutro na uczelnie, udawac zarobionego i szczesliwego.

i hate england, mate.

Advertisements
This entry was published on Luty 18, 2008 at 12:58 am. It’s filed under Uncategorized and tagged . Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: