Adrian Kocot

wordpress.com brzmi lepiej niz blog.pl

Archiwum kategorii ‘proza

without comments

My name is Luke Skywalker, your name is Skywalker. We have got the same names. We are the Skywalkers.

angielskie dziecko z brook street

Written by Adrian Kocot

wrzesień 8, 2008 at 4:50 pm

Napisane w personal, proza

obrazowo

without comments

Written by Adrian Kocot

sierpień 21, 2008 at 12:28 pm

Napisane w personal, proza

destrukcja spoken word party

without comments

Najbliższy wtorek, olsztynska starowka, Molotov Cafe, godzina 2000, pierwsze spotkanie kolektywu Olsztyna Wschodniego. Krawiel twierdzi, ze bedzie wartko. Ja przypuszczam, ze moze miec racje.

Olsztyn Wschodni kolektyw rozwali ci łeb official info.

Written by Adrian Kocot

sierpień 13, 2008 at 11:32 am

Napisane w personal, proza

dc

z jednym komentarzem

Fragment narracji z pierwszej częsci komiksu “Batman: Broken City”. Historia napisana przez Briana Azzarello zilustrowana przez Eduardo Risso (obydwaj stworzyli m.in. “100 Bullets”, za które uhonorowani zostali w 2001 nagrodą Eisnera, dokładniej za historię “Hang Up on the Hang Low”).

All the chiseled granite and jutting spokes of steel give the impression that this city has an iron jaw…
…but it only fools out-of-towners.
Anybody who lives here knows Gotham is really built of tindersticks and gunpowder, with oily kerosene crudely burping out of its sewers.
That’s why when it rains, it’s not so much water…
…as it is a relief.
Now, lonely hearts and sunday school teachers like to say that rain is the tears of God.
But God doesn’t bother to cry on Gotham.
This rain? If it comes from Him
…it’s not his tears.

Rozwalił mnie do tego stopnia, że aż musiałem go przepisać. Jest zajebisty.

  • Broken CityBrian Azzarello, Eduardo Risso; DC Comics, 2003


Written by Adrian Kocot

lipiec 20, 2008 at 8:59 pm

Napisane w komiks, proza

poczatek

z jednym komentarzem

Bo widzisz, ogranicza mnie czas. Nie, nie dlatego, nie wyjeżdżam. Wczoraj to poczułem. Za dużo palę, za dużo piję maleńka. Młodo umrę. Ale będę umierał długo i wzruszająco. Rak albo cos takiego, jak w tych melodramatach, które lubisz oglądać. Wiem, średnio Cię to rusza, mnie też. W każdym razie. Pamiętasz, pilismy wtedy u Cezarego. Wyrzygałem się do jednorazówki i wyrzuciłem przez okno. Z siódmego piętra. Potem Cię przeprosiłem, tak mi sie przynajmniej wydaje. Powiedziałas wtedy, że jestem po prostu zmęczony, ale tak naprawdę ja byłem totalnie najebany. Wiedzialas o tym, mimo to oklamalas mnie, ze nie ma sprawy. Powiedzialas, ze i tak nie chcialas isc na miasto, pamietam. Mowilas, ze flesz, pestka, euforia nic nie znacza, ze wcale nie chcialas tam isc. Ale i tak wiem, ze chcialas tam isc. Dlatego pokazywalas kumplom piersi, kiedy ja zajebany spalem na wersalce. Przy Grunwaldzkiej, pamiętam do dzisiaj. W koncu to Twoi kumple. Nic nie mowie, Ty tez nie mow, tak bedzie lepiej. Czesto to mowilas, ze bedzie lepiej. Uwierzylem, bo nie miałem wtedy żadnej alternatywy. Teraz jest inaczej. Mam alternatywę, mam siłę, żeby pracowac w agencji reklamowej i być mlody. Zabierac Cie do Indii, żebys mogla pomedytowac ze swoimi miedzynarodowymi znajomymi, do Niemiec, zebys mogla wydawac pieniadze swoich rodzicow, do Anglii, zebys mogla sama zarobic. A potem znowu do Berlina. Albo pic przez tydzień. Z Toba, bo za kazdym razem kiedy pije, mysle o Tobie. Najczęściej piłem z Piotrkiem. Pilismy wtedy do czwartej rano, bo nic innego nam nie zostalo, tak nam się przynajmniej zdawało. Na osiedlu, bo po co jechać gdzieś dalej? Albo potem w pokoju, bo po co wychodzić? W każdym razie. Piliśmy jak zwykle, z dwudziestoma osobami. Tworzyliśmy wtedy kolejną miejską legendę. Tę w której Paweł najebany szedł po ulicy machając siekierą i rozpierdalając śmietniki, Tomek najebany pojechal beta po papierosy a Mariusz wpadł do toitoia razem ze sciana. W niej wlasnie ktos z innego siedla leżał na trawie z dwoma wybitymi zebami. Myslalem wtedy, czy bys to wytrzymala. Ja nie wytrzymalem, musialem isc spac. Jak wtedy, kiedy poszlismy do parku a ja

Written by Adrian Kocot

czerwiec 15, 2008 at 10:43 pm

Napisane w proza