Adrian Kocot

wordpress.com brzmi lepiej niz blog.pl

poczatek

z jednym komentarzem

Bo widzisz, ogranicza mnie czas. Nie, nie dlatego, nie wyjeżdżam. Wczoraj to poczułem. Za dużo palę, za dużo piję maleńka. Młodo umrę. Ale będę umierał długo i wzruszająco. Rak albo cos takiego, jak w tych melodramatach, które lubisz oglądać. Wiem, średnio Cię to rusza, mnie też. W każdym razie. Pamiętasz, pilismy wtedy u Cezarego. Wyrzygałem się do jednorazówki i wyrzuciłem przez okno. Z siódmego piętra. Potem Cię przeprosiłem, tak mi sie przynajmniej wydaje. Powiedziałas wtedy, że jestem po prostu zmęczony, ale tak naprawdę ja byłem totalnie najebany. Wiedzialas o tym, mimo to oklamalas mnie, ze nie ma sprawy. Powiedzialas, ze i tak nie chcialas isc na miasto, pamietam. Mowilas, ze flesz, pestka, euforia nic nie znacza, ze wcale nie chcialas tam isc. Ale i tak wiem, ze chcialas tam isc. Dlatego pokazywalas kumplom piersi, kiedy ja zajebany spalem na wersalce. Przy Grunwaldzkiej, pamiętam do dzisiaj. W koncu to Twoi kumple. Nic nie mowie, Ty tez nie mow, tak bedzie lepiej. Czesto to mowilas, ze bedzie lepiej. Uwierzylem, bo nie miałem wtedy żadnej alternatywy. Teraz jest inaczej. Mam alternatywę, mam siłę, żeby pracowac w agencji reklamowej i być mlody. Zabierac Cie do Indii, żebys mogla pomedytowac ze swoimi miedzynarodowymi znajomymi, do Niemiec, zebys mogla wydawac pieniadze swoich rodzicow, do Anglii, zebys mogla sama zarobic. A potem znowu do Berlina. Albo pic przez tydzień. Z Toba, bo za kazdym razem kiedy pije, mysle o Tobie. Najczęściej piłem z Piotrkiem. Pilismy wtedy do czwartej rano, bo nic innego nam nie zostalo, tak nam się przynajmniej zdawało. Na osiedlu, bo po co jechać gdzieś dalej? Albo potem w pokoju, bo po co wychodzić? W każdym razie. Piliśmy jak zwykle, z dwudziestoma osobami. Tworzyliśmy wtedy kolejną miejską legendę. Tę w której Paweł najebany szedł po ulicy machając siekierą i rozpierdalając śmietniki, Tomek najebany pojechal beta po papierosy a Mariusz wpadł do toitoia razem ze sciana. W niej wlasnie ktos z innego siedla leżał na trawie z dwoma wybitymi zebami. Myslalem wtedy, czy bys to wytrzymala. Ja nie wytrzymalem, musialem isc spac. Jak wtedy, kiedy poszlismy do parku a ja

Written by Adrian Kocot

czerwiec 15, 2008 @ 10:43 pm

Napisane w proza

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.

  1. szczerze?
    piszesz tak, że chce mi sie czytać.

    nie wiem

    lipiec 13, 2008 at 12:28 pm


Napisz odpowiedź