Adrian Kocot

wordpress.com brzmi lepiej niz blog.pl

Archiwum dla luty 2008

powoli

without comments

I don’t like Americans and PR. They talk funny.

Written by Adrian Kocot

luty 25, 2008 at 6:06 pm

Napisane w Uncategorized

Picker 03

without comments

Dzień żółwia, niedziela na emigracji. Słoneczna, wietrzna, leniwa, nudna. W kraju, gdzie znalezienie pracy to kwestia dwóch dni, w kraju socjalnym, gdzie zapomogi dostaje niemal każdy i na wszystko, gdzie zarabiając najniższą stawkę krajową można pozwolić sobie na mieszkanie i samochód, w tym kraju niedziela jest najgorsza. Bo już majaczą poniedziałkowe fabryki i magazyny, pikerzy liczą już lokacje i w myślach skanują, chłopcy z outboundu juz się rozgrzewają do rozładunku, niedzielnym popołudniem. I wcześniej kończą wydawać swoje funty, payslipy chowają do kopert i kładą się spać. Wyspać się muszą, rano wziąć prysznic, założyć hajwiza i czekać na kolejny payslip. Ich domy są małe i stare, podłogi mają przegniłe. Dwa krany przy umywalce, które tylko wkurwiają i małe pokoje pomalowane olejną. Ale chłopakom jest dobrze, zarabiają w mocnej walucie, po trzech latach przyzwyczają się do brytyjskich standardów. O kontraktach myślą, nieruchomościach z agencji, kartach kredytowych. A wakacje na Ibizie kosztują trzysta funów, taki tygodniowy payslip czyli. I wszyscy podróżują.
Ich kobiety przyjechały tutaj za nimi, najczęściej pracują w dużym magazynie, pickują bez nadgodzin, spokojnym tempem, bo ich miśki i tak mają zajebiste payslipy i zabierają je do drogich butików. Albo do klubów. W klubach też jest fajnie, jest multikulturowo. Polscy chłopcy z inboundu są silni, piją kolorowe alkohole albo wódkę z lodem. Czasami biją. Nie jednoczą się, nie nadają temu formalnego biegu, ale najchętniej biją ciapaków. Ciapaków ubranych w emporio armani, bo w to najczęściej się ubierają. Ich ojcowie jeżdżą taksówkami albo prowadzą małe sklepy z polską żywnością i papierosami. Ojcowie chłopaków z industry siedzą w Polsce. Może dlatego chłopcy lubią bić pakoli, nie wiem. Z reguły biją ich sami albo we dwójkę, ze swoim flatmatem. I nie jednoczą się, wtedy inni chłopcy przechodzą obok spokojnie, nie ingerują, nie pomagają, cicho aprobują ale nie napierdalają. Bo tak się tutaj nie robi.

Budzę sie. Pierwsza myśl, to nie mam czym obciąć paznokci, paznokcie wrosną mi w palce i bedzie mnie bardzo bolało. Tak, jak bolą mnie ręce i nogi. Wstaję, jestem słaby, czuję to przez ugięcie kolan, potem muszę przytrzymać się półki, jedynej półki w moim małym pokoju. Potykam się o ubrania, ubrania leżą wszędzie, nie mieszczą sie na półce. Łazienka na górze, dwa krany, golę się w zimnej wodzie. Dzwoni telefon, hey, you all right, good, Andy mówi, że robota ustawiona, w poniedziałek można iść, zarobić trochę na pickingu. Mowi to protekcjonalnym tonem, pojutrze rano zadzwoni i zapyta, czy dotarłem, czy na powrotny mam. Będę miał. Cheers mate. Ale nie dzisiaj, dzisiaj jest sobota, sobota przed dniem żółwia, czyli industrial cleaning. Lakiernie w niedzielę muszą błyszczeć, muszą być odświeżone. Zjadam angielskie śniadanie z mikrofalówki, biorę plecak, chcę wyjść do miasta, do biblioteki przynajmniej zdążyć zanim pójdę na paint shop. Telefon, dzwoni ona, że wczoraj zgubiła kolczyk, czy nie moge jakoś załatwic tej sprawy. Pomyłka, nie znam tutaj żadnej, czerwona słuchawka, zielony autobus na szczycie Hollow Way. Znam już trasę do centrum chociaż autobusami jeżdżę od niedawna, nie mogłem sobie na to pozwolić. Oxford Road, przechodzi w Cowley Road, potem The Plain, wysiadam na High Street. Skręcam papierosa, zapalam, idę na Cornmarket Street. Ładny Oksford.

Written by Adrian Kocot

luty 24, 2008 at 10:26 pm

Napisane w Uncategorized

E4 w klimacie

without comments

Krotkie spoty konkursowe z brytyjskiej stacji E4. Zrob spota, wyslij. 15000funtów do wygrania.

E4 Estings

Do tego świeży feat Fokusa – tutaj do przesluchania i sciagniecia.

I moim zdaniem głupi pomysł w wykonaniu tegoż.

Written by Adrian Kocot

luty 24, 2008 at 12:03 pm

Napisane w Uncategorized

pick more!

without comments

Picker

Written by Adrian Kocot

luty 23, 2008 at 6:57 pm

Napisane w Uncategorized

without comments

ang

Written by Adrian Kocot

luty 23, 2008 at 5:52 pm

Napisane w Uncategorized

Picker

z jednym komentarzem

1258. Basement Jaxx ft. Linda Lewis – Close Your Eyes (Vexille OST) 4:12 – dobre

Dzień żółwia, niedziela na emigracji. Słoneczna, wietrzna, leniwa, nudna. W kraju, gdzie znalezienie pracy to kwestia dwóch dni, w kraju socjalnym, gdzie zapomogi dostaje niemal każdy i na wszystko, gdzie zarabiając najniższą stawkę krajową można pozwolić sobie na mieszkanie i samochód, w tym kraju niedziela jest najgorsza. Bo już majaczą poniedziałkowe fabryki i magazyny, pikerzy liczą już lokacje i w myślach skanują, chłopcy z outboundu juz się rozgrzewają do rozładunku, niedzielnym popołudniem. I wcześniej kończą wydawać swoje funty, payslipy chowają do kopert i kładą się spać. Wyspać się muszą, rano wziąć prysznic, założyć hajwiza i czekać na kolejny payslip. Ich domy są małe i stare, podłogi mają przegniłe. Dwa krany przy umywalce, które tylko wkurwiają i małe pokoje pomalowane olejną. Ale chłopakom jest dobrze, zarabiają w mocnej walucie, po trzech latach przyzwyczają się do brytyjskich standardów. O kontraktach myślą, nieruchomościach z agencji, kartach kredytowych. A wakacje na Ibizie kosztują trzysta funów, taki tygodniowy payslip czyli. I wszyscy podróżują.

Ich kobiety przyjechały tutaj za nimi, najczęściej pracują w dużym magazynie, pickują bez nadgodzin, spokojnym tempem, bo ich miśki i tak mają zajebiste payslipy i zabierają je do drogich butików. Albo do klubów. W klubach też jest fajnie, jest multikulturowo. Polscy chłopcy z inboundu są silni, piją kolorowe alkohole albo wódkę z lodem. Czasami biją. Nie jednoczą się, nie nadają temu formalnego biegu, ale najchętniej biją ciapaków. Ciapaków ubranych w emporio armani, bo w to najczęściej się ubierają. Ich ojcowie jeżdżą taksówkami albo prowadzą małe sklepy z polską żywnością i papierosami. Ojcowie chłopaków z industry siedzą w Polsce. Może dlatego chłopcy lubią bić pakoli, nie wiem. Z reguły biją ich sami albo we dwójkę, ze swoim flatmatem. I nie jednoczą się, wtedy inni chłopcy przechodzą obok spokojnie, nie ingerują, nie pomagają, cicho aprobują ale nie napierdalają. Bo tak się tutaj nie robi.

Written by Adrian Kocot

luty 18, 2008 at 8:50 pm

Piker

without comments

Dzień żółwia, niedziela na emigracji. Słoneczna, wietrzna, leniwa, nudna. W kraju, gdzie znalezienie pracy to kwestia dwóch dni, w kraju socjalnym, gdzie zapomogi dostaje niemal każdy i na wszystko, gdzie zarabiając najniższą stawkę krajową można pozwolić sobie na mieszkanie i samochód, w tym kraju niedziela jest najgorsza. Bo już majaczą poniedziałkowe fabryki i magazyny, pikerzy liczą już lokacje i w myślach skanują, chłopcy z outboundu juz się rozgrzewają do rozładunku, niedzielnym popołudniem. I wcześniej kończą wydawać swoje funty, payslipy chowają do kopert i kładą się spać. Wyspać się muszą, rano wziąć prysznic, założyć hajwiza i czekać na kolejny payslip. Ich domy są małe i stare, podłogi mają przegniłe. Dwa krany przy umywalce, które tylko wkurwiają i małe pokoje pomalowane olejną. Ale chłopakom jest dobrze, zarabiają w mocnej walucie, po trzech latach przyzwyczają się do brytyjskich standardów. O kontraktach myślą, nieruchomościach z agencji, kartach kredytowych. A wakacje na Ibizie kosztują trzysta funów, taki tygodniowy payslip czyli. I wszyscy podróżują. …

moze cos z tego zrobie. nuda, niedziela, carlsberg z puszki. a jutro na uczelnie, udawac zarobionego i szczesliwego.

i hate england, mate.

Written by Adrian Kocot

luty 18, 2008 at 12:58 am

without comments

Podobnie jak w Olsztynie, w Luton tez maja w autobusach plakaty z wierszami. Ale tylko w Arrivie. Arriva ma największy tabór. Z nowymi autobusami. I jest najbogatsza w miescie. Centrebus to syf. Cale miasto to syf. Oprocz Arrivy. Rzecz jasna.

Written by Adrian Kocot

luty 8, 2008 at 9:59 pm

Napisane w Uncategorized